Masz w głowie zarys genialnego opisu oferty. Czujesz ten przyjemny dreszcz ekscytacji, który towarzyszy nowym pomysłom. Wiesz, że to, co chcesz przekazać swoim klientkom, ma ogromną wartość. Parzysz kawę, siadasz do komputera i… nagle wszystko gaśnie.
Zamiast płynących słów, pojawia się opór. Zamiast flow, czujesz przytłaczający ciężar.
Myślisz: Nie mam dziś weny. Albo gorzej: Chyba jednak nie umiem pisać.
Ale wiesz co? To nieprawda. Twoja kreatywność ma się dobrze. To Twoja przestrzeń cyfrowa woła o pomoc.
|O braku weny – historia, którą być może znasz
Jako redaktorka od lat towarzyszę ekspertkom w ubieraniu ich myśli w odpowiednie słowa. Często słyszę narzekania na blokady twórcze. Jednak kiedy zaczynam drążyć temat, okazuje się, że problemem wcale nie jest brak talentu czy lekkiego pióra.
Przytoczę Ci historię mojej znajomej przedsiębiorczyni. Nazwijmy ją Basia. Otóż Basia jest mistrzynią w swoim fachu – klientki umawiają się do niej na sesje z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem. Pewnego dnia zadzwoniła do mnie zrezygnowana: Cholera, siedzę nad tą ofertą od trzech godzin i wyklikałam dwa zdania. Mam dość. Nie nadaję się do pisania.
Po wysłuchaniu utyskiwaniu na zagubioną wenę zapytałam ją nie o sam tekst, ale o okoliczności, szerszy kontekst. Jak wyglądało to „siedzenie nad ofertą”?
Okazało się, że jeszcze zanim Basia napisała pierwsze słowo, musiała wynieść do kuchni kubki i talerzyki z poprzedniego dnia i poprzelepiać stertę żółtych karteczek, które przypominały jej o tym, czego nie zrobiła. Kiedy już włączyła komputer, zaczęła szukać szablonu w Canvie. Przekopała się przez 6 wersji oferty z ostatnich 3 lat, mijając setki losowych grafik. Potem próbowała znaleźć tekst oferty, który zaczęła pisać tydzień wcześniej.
Na pulpicie miała cztery pliki, których nazwy brzmiały mniej więcej tak:
- Oferta_wiosna.docx
- Oferta_wiosna_poprawki_Final.docx
- Oferta_wiosna_FINAL.docx
- Oferta_wiosna_FINAL_2.docx
Nie wiedziała, który jest aktualny. Musiała otworzyć i przejrzeć każdy, żeby znaleźć ten właściwy, wymagający doszlifowania. W międzyczasie telefon kilkukrotnie donośnie oznajmił, że czekają na nią wiadomości na Messengerze, komentarze na Instagramie i 4 maile.
Po całej tej przeprawie jej zasoby energetyczne były bliskie zeru. Skupienie na ofercie poszło w las i zabrało ze sobą wenę.
|To nie brak talentu. To przebodźcowanie.
To, co spotkało Basię, można by nazywać szumem operacyjnym, bo to jednak coś więcej niż tylko szum informacyjny.
Żebyś zrozumiała, o czym mówię, pokażę Ci to na zapewne bardzo znajomym przykładzie. Wyobraź sobie, że chcesz ugotować kolację, taka na specjalną okazję. Masz najlepsze składniki (Twoja wiedza) i świetny przepis (Twój pomysł). Ale wchodzisz do kuchni, gdzie na blatach stoją brudne talerze, w zlewie piętrzą się garnki, a Ty nie możesz znaleźć ostrego noża (pulpit w Twoim komputerze). Czy w takich warunkach gotowanie będzie łatwe i przyjemne? No, nie. Będzie raczej walką z zalegająca materią.
Dokładnie to samo się dzieje, gdy siadasz do pracy w cyfrowym chaosie (a czasem i biurkowym też).
Cyfrowy minimalizm to nie jest modne hasło z Instagrama ani estetyczna fanaberia. W kontekście prowadzenia eksperckiej marki to fundament sprawnej pracy. Twój mózg ma jednak pewne ograniczenia. Każde spojrzenie na zaśmiecony pulpit, każde nerwowe poszukiwanie pliku, każda sekunda zastanawiania się, czy to ta właściwa wersja, każde powiadomienie na komórce to mikro dawka stresu, która okrada Cię z energii twórczej.
Zamiast tworzyć, Twój mózg zajmuje się przetwarzaniem zbędnych bodźców. To nie brak weny. To przebodźcowanie.
|Porządek w biznesie to ukojenie dla Twojej marki
Przez lata patrzyłam na pisanie i organizację jak na dwa oddzielne światy. Ale prawda, do której dojrzałam, jest inna. Te światy są nierozłączne.
Słowa potrzebują przestrzeni, żeby wybrzmieć. Myśli potrzebują ciszy, żeby się ułożyć.
Jeśli czujesz, że Twoja komunikacja kuleje, że pisanie idzie Ci jak po grudzie, że maile rodzą się w bólach – być może wcale nie potrzebujesz kolejnego kursu copywritingu. Ani nowych patentów na przyciąganie słowami. Twoim game changerem może być porządek w biznesie, który pozwoli Ci usłyszeć własne myśli.
Chcę, żebyś spojrzała na swój komputer nie jak na magazyn, w którym znajdziesz wszystko, ale jak na narzędzie, które ma Ci służyć i ułatwiać pracę.
|Cyfrowy minimalizm – Twoja nowa definicja weny
W powszechnej narracji o pisaniu wena jest czymś niemal magicznym – spływa na wybranych nie wiadomo gdzie i kiedy. Czekanie na nią jest romantyzowane, ale w biznesie bywa frustrujące. Chcę Ci tę wizję odczarować:
Profesjonalistka nie czeka na wenę. Ona przygotowuje jej miejsce do lądowania.
Przekładając to na liczby: wierzę, że wena to w 80% dobrze przygotowane środowisko pracy, a tylko w 20% natchnienie (tak plus minus 😉). Jeśli zadbasz o te 80% – o czysty pulpit, jasną strukturę plików, łatwy dostęp do materiałów – to brakujące 20% pojawi się niemal automatycznie. Bo kiedy usuwasz przeszkody, kreatywność płynie naturalnym strumieniem. Czasem nawet tak wartko jak górski strumień.
Właśnie o to chodzi w dobrze zaprojektowanym zapleczu. Prawdziwa ulga pojawia się wtedy, gdy technologia przestaje być przeszkodą, a staje się niewidzialnym wsparciem. Dzięki temu, gdy siadasz do pisania, Twoja uwaga jest w 100% skupiona na przekazie. Nie tracisz energii na szukanie, klikanie i frustrację – po prostu tworzysz.
|5 minut dla ulgi – Twoje zadanie na dziś
Nie chcę zostawiać Cię tylko z teorią. Wiem, że wizja wielkich porządków może paraliżować. Dlatego mam dla Ciebie jedną, małą rzecz. Micro-win, który zajmie Ci mniej niż wypicie kawy, a da natychmiastowe poczucie sprawczości.
Spójrz teraz na swój pulpit.
Czy masz tam plik, nad którym pracujesz, ale obok leżą jego starsze wersje?
- Bio.docx
- Bio1.docx
- Bio2.docx
Patrzenie na nie podświadomie Cię męczy. Zmusza mózg do ciągłej analizy: Który jest właściwy? Na którym chciałam pracować dalej?.
Twoje zadanie:
- Kliknij prawym przyciskiem myszy na pulpicie.
- Wybierz „Nowy folder”.
- Nazwij go ARCHIWUM.
- Jeśli wiesz, które wersje są stare – przenieś te pliki od razu do Archiwum. Jeśli nie wiesz – otwórz, sprawdź i zostaw na pulpicie tylko ten plik, nad którym dalej będziesz pracować. Reszta leci do Archiwum.
Nie kasuj teraz starych wersji (kto wie, do czego się przydadzą). Niech będą w Archiwum.
Bezpieczne. Ale zniknęły z Twojego pola widzenia.
Zostaw na widoku tylko to, co jest Ci potrzebne tu i teraz. Poczuj tę różnicę. Więcej miejsca na pulpicie, to więcej miejsca w głowie na nowe zdania.

